Tekst bajki
We wtorkowy poranek Ignacy był na nogach dużo wcześniej niż zwykle. Co samo w sobie było wydarzeniem. Zwykle mama musiała wołać go trzy razy, tata dwa razy, a jego siostra Julka jeszcze raz dla pewności. Ale nie tego dnia. Tego dnia Ignacy stał już przy oknie w salonie i wyglądał na ulicę. – Synku, śniadanie stygnie – zawołała mama. – Zaraz! – Tak mówiłeś piętnaście minut temu – zauważył tata. – Bo jeszcze nie przyjechała. – Kto? Ignacy spojrzał na niego zdziwiony. – Śmieciarka. – Ach tak. Jeden z najważniejszych gości tygodnia. – Najważniejszy – poprawił go Ignacy. Julka zachichotała. Siedziała na podłodze obok swojego czerwonego rowerka i polerowała dzwonek miękką ściereczką. – Naprawdę nie rozumiem, co ty widzisz w tych śmieciarkach. – A ja nie rozumiem, po co czyścisz rower po raz trzeci. – Bo lubię. – No właśnie. I oboje uznali, że to całkiem dobry argument. Po śniadaniu Julka wyprowadziła rowerek na podjazd. Chciała poćwiczyć jazdę bez zatrzymywania się przy każdym zakręcie. – Patrzcie! – zawołała. Ruszyła pewnie. Skręciła. Zawróciła. Przejechała między doniczkami. A potem zadzwoniła dzwonkiem. – Dryń, dryń! – Profesjonalna rowerzystka – pochwalił tata. – Jeszcze trochę i wystartuję w Tour de Podwórko – oznajmiła Julka. W tym samym momencie Ignacy wyprostował się przy oknie. – JEDZIE! Wszyscy usłyszeli znajomy dźwięk. Piii-piii-piii! A chwilę później zza zakrętu wyłoniła się wielka zielona śmieciarka. Ignacy aż podskoczył. – To ten model! – Jaki model? – zapytał tata. – Ten z hydraulicznym podnośnikiem bocznym! – Oczywiście – odpowiedział tata, choć nie miał pojęcia, o czym mowa. Śmieciarka zatrzymała się przy pierwszym domu. Ramię maszyny wysunęło się, chwyciło pojemnik i jednym płynnym ruchem opróżniło go do środka. – Widzieliście?! – zachwycał się Ignacy. – Tak – powiedziała Julka. – Kosz poleciał do góry. – Ale jak poleciał! Julka tylko się uśmiechnęła i wróciła do jazdy. Tymczasem śmieciarka zbliżała się do ich domu. Pracownicy zaczęli opróżniać pojemniki stojące przy bramie. I wtedy wydarzyło się coś niespodziewanego. Mała czapka Julki, która leżała w koszyku rowerka, została porwana przez nagły podmuch wiatru. Frrr! Poleciała prosto w stronę pojemników. – Moja czapka! – krzyknęła Julka. Zeskoczyła z rowerka i pobiegła za nią. Czapka zatańczyła w powietrzu, odbiła się od jednego kosza i na nim wylądowała. Dokładnie wtedy, gdy pracownicy przygotowywali go do opróżnienia. – O nie! – jęknęła Julka. Ignacy ruszył pierwszy. – Akcja ratunkowa! – Jaka akcja ratunkowa? – zdziwił się tata. – Ratowanie czapki przed podróżą do śmieciarki! Cała rodzina pobiegła pod bramę. Na szczęście pracownik śmieciarki zauważył zamieszanie. – Stop! – zawołał tata. Maszyna zatrzymała się. – Co się stało? – zapytał kierowca przez otwarte okno. – Czapka! – odpowiedziała Julka. Pracownik rozejrzał się. Po chwili dostrzegł kolorowy daszek wystający zza pojemnika. – Mam ją! Wyciągnął czapkę i podał Julce. Dziewczynka odetchnęła z ulgą. – Dziękuję! – Cała i zdrowa – uśmiechnął się pracownik. – To była niebezpieczna akcja – stwierdził Ignacy poważnym tonem. – Bardzo – zgodził się tata. – Chcecie zobaczyć coś ciekawego? – zapytał pracownik śmieciarki. Ignacy wyglądał, jakby właśnie wygrał los na loterii. – Tak! Pracownik pokazał im bezpieczne miejsce obok pojazdu i opowiedział, jak działa podnośnik, dlaczego śmieci trzeba segregować i ile odpadów udaje się każdego dnia zebrać. – Czyli pomagacie utrzymywać porządek w całym mieście? – zapytała Julka. – Dokładnie tak. – To trochę jak superbohaterowie. – Tylko bez peleryn – zaśmiał się kierowca. – Szkoda – powiedział Ignacy. – Peleryny byłyby świetne. Po kilku minutach śmieciarka była gotowa do odjazdu. Ignacy pomachał jej z takim entuzjazmem, jakby żegnał statek kosmiczny lecący na Marsa. – Do zobaczenia za tydzień! Kierowca odpowiedział krótkim sygnałem klaksonu. BEEP! BEEP! Kiedy pojazd zniknął za zakrętem, Julka założyła odzyskaną czapkę. – Wiesz co? – powiedziała do brata. – Co? – Chyba zaczynam rozumieć, dlaczego lubisz śmieciarki. Ignacy uśmiechnął się szeroko. – A ja zaczynam rozumieć, dlaczego tak dbasz o swój rowerek. – Bo lubię. – No właśnie. I znowu okazało się, że to całkiem dobry argument. Julka założyła odzyskaną czapkę, wsiadła na rowerek i ruszyła w stronę końca ulicy. Ignacy pobiegł za nią, a rodzice tylko uśmiechnęli się i ruszyli spokojnym krokiem. Czapka była bezpieczna, rowerek cały, a Ignacy już odliczał dni do następnego spotkania ze swoją ulubioną śmieciarką.