Tekst bajki
Dawno, dawno temu, kiedy po niebie nad Krakowem wędrowały jeszcze złote smoki z chmur, a Wisła śpiewała swoje srebrne pieśni, na wzgórzu Wawel stał piękny zamek króla Kraka. Król był mądry i sprawiedliwy, a ludzie w jego królestwie żyli szczęśliwie… aż do dnia, gdy w skale pod zamkiem zamieszkał straszliwy smok! Smok był ogromny — miał łuski twarde jak stal, pazury długie jak miecze i oczy czerwone jak rozpalone węgle. Co gorsza, był wiecznie głodny! Każdego dnia wychodził ze swojej jaskini i żądał jedzenia. Jeśli go nie dostał — pożerał, co tylko znalazł na drodze! Ludzie drżeli ze strachu. Król kazał codziennie zostawiać smokowi owce, by tylko zostawił miasto w spokoju. Ale smok pożerał wszystko i ciągle chciał więcej. — „To nie może tak dłużej trwać!” — westchnął król. — „Kto uwolni nas od tego potwora, temu oddam pół królestwa i rękę mojej córki, pięknej królewny Wandzi!” Zgłosiło się wielu rycerzy — silnych, odważnych, z mieczami błyszczącymi w słońcu. Ale żaden nie wrócił z walki. Smok był zbyt potężny. Pewnego dnia do bram zamku zapukał młody szewczyk o imieniu Skuba. Nie miał miecza ani zbroi — tylko spryt i odwagę. — „Wasza Królewska Mość,” — powiedział, kłaniając się nisko, — „Pozwólcie mi spróbować. Nie będę z nim walczyć — spróbuję go przechytrzyć!” Król zdziwił się, ale pozwolił. Skuba wziął owcę, wypchał ją siarką i smołą, a potem zaniósł pod jaskinię smoka. Kiedy smok wyszedł i zobaczył „pyszne” danie, od razu je połknął — jednym kłapnięciem paszczy! Nagle smok poczuł, jak w jego brzuchu robi się gorąco… coraz goręcej… aż zaczęło go palić jak ogień! Zaryczał, zaryczał i popędził prosto do Wisły, żeby się napić. Pił, pił i pił… aż pękł z hukiem jak ogromny balon! Cały Kraków wiwatował! — „Niech żyje Skuba! Bohater i wybawca!” — wołali ludzie. Król dotrzymał słowa. Skuba dostał w nagrodę złoto i mógł zamieszkać na zamku. A królewna Wandzia zaprzyjaźniła się z nim i często razem odwiedzali miejsce, gdzie kiedyś spał smok. Dziś pod Wawelem, w skalnej jaskini nad Wisłą, można jeszcze znaleźć Smoczą Jamę. A przed nią stoi smok z brązu, który co jakiś czas zionie ogniem — na pamiątkę tamtej niezwykłej historii. I choć minęły setki lat, dzieci w Krakowie wciąż opowiadają sobie o sprytnym szewczyku, który pokonał potwora nie siłą, lecz mądrością.