Tekst bajki
Dawno, dawno temu, w małym miasteczku Puddleby nad rzeką Marsh, żył sobie lekarz imieniem John Dolittle. Był to bardzo dobry i uprzejmy człowiek z dużą, ciepłą brodą, kapeluszem, który zawsze zsuwał mu się na oczy, i ogrodem pełnym roślin. Zamiast dbać tylko o ludzi, doktor najbardziej na świecie kochał zwierzęta.
Miał w domu całą ich gromadę: psa Jipa, kaczkę Kwa-Kwa, świnkę Geb-Geb, papugę Polinezję, sowę Tu-Tu i małpkę Czi-Czi. Niektórzy z sąsiadów zaczęli uważać go za dziwaka.
— Panie Dolittle, gdybyś nie trzymał w domu tylu zwierząt, miałbyś znacznie więcej pacjentów! — mówili mu mieszkańcy miasteczka.
Niestety, z czasem rzeczywiście pacjentów było coraz mniej, a pieniędzy wcale nie przybywało. Ale doktor czuł się szczęśliwy, słuchając ptasich śpiewów i zwierzęcych pogaduszek.
Pewnego dnia papuga Polinezja powiedziała:
— Doktorze Johnie, powinieneś nauczyć się mowy zwierząt! Zwierzęta mają swój własny język, i nie jest on wcale aż taki trudny!
— No to naucz mnie! — odparł doktor z zapałem.
Polinezja zaczęła więc uczyć doktora słów psich, końskich, kaczych, świńskich, a nawet języka owadów i ryb!
Wkrótce doktor rozumiał każde kokosowe stukanie kury, żałosne popiskiwanie szczeniaka i ćwierkanie ptaków. Zwierzęta z okolicy zaczęły tłumnie odwiedzać doktora, by prosić o pomoc. Jedna wiewiórka miała zadrapaną łapkę, żółw zgubił skorupkę, a jeż miał katar!
Pewnego zimowego popołudnia przyleciała do Puddleby bocianica z Afryki i przyprowadziła ze sobą dwu kolorową papugę.
— Doktorze Dolittle, pomóż! — krzyknęła papuga. — W naszej afrykańskiej dżungli panuje straszna zaraza. Małpy chorują i tysiące umierają!
— Musicie mi pomóc zorganizować podróż — powiedział Doktor do swoich zwierząt. Zebrali pieniądze, zrobili prowiant i ruszyli w daleką podróż: Doktor Dolittle, Jip, Kwa-Kwa, Geb-Geb, Polinezja i Czi-Czi.
— Hej-ho, przygodo! — zawołał Geb-Geb, machając ogonkiem. Pożegnali się z miasteczkiem i płynęli statkiem przez wielkie morze na Południe. Po drodze przeżyli sztorm i ledwie ocaleli, a potem trafili na wyspę, którą zamieszkiwał Król Pajęczaków.
— Co za niesamowite miejsce! — powiedział doktor, gdy zobaczył olbrzymie pająki tkające pajęczyny jak mosty.
Król Pajęczaków okazał się miły i pomógł doktorowi wrócić na właściwy kurs. Po dniach i tygodniach dotarli w końcu do gorącej Afryki.
Tam, wśród wiatrów i liści palm, czekała już cała armia małp. Król Wielki Srebrny Goryl powiedział:
— Doktorze Dolittle, błagam, pomóż naszym dzieciom i matkom!
Doktor bez wahania zabrał się do pracy. Na prośbę Polinezji małpy pomagały: podawały wodę, suszyły kompresy, gotowały zioła. Geb-Geb za wszelką cenę próbował leczyć, podając marchewkę na wszystko:
— Wszystkim smutnym małpom podajemy marchewkę! To najlepsze na świecie lekarstwo! Polinezja tylko przewróciła oczami:
— Och, Geb-Geb, ty zawsze i wszędzie z tą marchewką! Dzięki wysiłkom doktora i jego zwierząt małpy zaczęły zdrowieć. Wdzięczne zwierzęta postanowiły odwdzięczyć się doktorowi.
Tak wydarzyło się coś najdziwniejszego. Pewnej nocy przybiegła do obozu banda lwów, tygrysów i lampartów!
Polinezja spanikowała:
— Doktorze, oni chyba nas chcą zjeść!
Ale lew schylił głowę i powiedział cicho:
— Mój synek źle się czuje. Słyszałem, że doktor potrafi uzdrawiać zwierzęta.
Doktor Dolittle zbadał małe lwiątko i po paru dniach leczenia zwierzę wróciło do zdrowia. Lew był szczęśliwy:
— Gdybyś kiedykolwiek był w niebezpieczeństwie, przywołaj mnie, a cała dżungla stanie po twojej stronie!
Nadszedł czas powrotu. Niestety, nie mogli znaleźć swojej łodzi. Okazało się, że została skradziona przez handlarzy niewolników.
Doktor spojrzał zmartwiony na swoich przyjaciół:
— Co teraz zrobimy?
Ale zwierzęta miały plan. Król Wielki Srebrny Goryl posłał po pomoc. Wszystkie zwierzęta dżungli – nosorożce, słonie i lwy – zbudowały olbrzymią tratwę.
Polinezja zaśmiała się radośnie:
— Jeszcze nikt nie podróżował przez ocean na takiej tratwie!
Popłynęli do domu, a po drodze spotkało ich jeszcze wiele przygód. Pewnej nocy Geb-Geb obudził się z krzykiem:
— Statek! Nadpływa statek!
Okazało się, że był to okręt piratów. Kapitan i załoga byli bardzo groźni.
Jip szczekał groźnie:
— Ani kroku dalej, durni złodzieje!
Doktor poprosił papugę Polinezję, aby rozmawiała z papugą na statku piratów, przekonując ją do pomocy. Dzięki temu udało się przestraszyć piratów – wydawało im się, że statek nawiedziły duchy!
Kiedy w końcu dotarli do Anglii, cały Puddleby czekało już na powrót doktora.
— Doktorze, opowiedz nam swoje przygody! — wołali wszyscy.
John Dolittle opowiedział im o dżungli, małpach, łagodnych lwach i przyjaznych słoniach. Stał się bardzo sławny, a ludzie znowu chcieli się z nim spotykać i leczyć.
Ale doktor najbardziej cieszył się, gdy po całym dniu mógł w swoim ogrodzie usiąść na ławce z Jipem, Kwa-Kwa, Geb-Geb, Polinezją, Czi-Czi oraz całą gromadą swych zwierzęcych przyjaciół.
Polinezja poruszyła skrzydłem i mruknęła:
— Johnie, pamiętaj, cokolwiek stanie się na świecie – zwierzęta zawsze cię potrzebują.
Doktor Dolittle uśmiechnął się szeroko, poprawił okulary i powiedział:
— I ja zawsze będę pomagał zwierzętom, jak tylko potrafię!
Zwierzęta natychmiast zaczęły go okrążać, przytulać i śpiewać swoje zwariowane piosenki.
A więc, jeśli kiedykolwiek będziesz w Puddleby i usłyszysz śmieszny głos gadającej papugi lub radosne chrumkanie świnki, bardzo możliwe, że właśnie przechodzisz obok domu niezwykłego doktora Dolittle i jego wesołych zwierząt.